2019-09-22

Pod Gigantami (cz.2)

Ewa Rzechorzek

Wyprowadzka Atelier Tomasza Ossolińskiego z Mokotowskiej to decyzja dobrze przemyślana, ale wybór kamienicy Pod Gigantami to poniekąd dzieło przypadku. W kwietniu 2019 roku Tomasz Ossoliński śpieszył Alejami Ujazdowskimi na spotkanie, gdy kątem oka zauważył – najpierw figurę Atlasa z paletą malarską u boku, potem imponującej wysokości okna, a na końcu banner „Wynajmę”. Co prawda decyzję o innym lokalu już podjął, ale gdy tylko wszedł w bramę z żółtą kostką, wiedział, że chce się przeprowadzić właśnie tu, Pod Giganty.

Historia, szczególnie ta Warszawy, splata ludzkie losy jak w zadziwiający sposób. Na przykład w taki wzór: w 1898 roku Władysław Marconi rozpoczyna prace przy projekcie Bristolu. Żeby hotel mógł powstać trzeba było zburzyć pałac Tarnowskich. Osiemnastowieczny pałacowy parkiet i złocona boazeria trafiają do Antoniego Strzałeckiego, po paru latach zostają ułożone w nowobudowanej kamienicy Pod Gigantami. Projektuje ją Marconi. W 2012 roku Tomasz Ossoliński otwiera atelier w Bristolu; siedem lat później przenosi je Pod Giganty (po drodze był jeszcze dłuższy przystanek przy Mokotowskiej), nieświadomie idąc śladami Marconiego i Strzałeckiego.

W 2019 roku Pod Gigantami sprawy toczą się szybko: 23 kwietnia architekt Szymon Bobrowicz startuje z miarami, 26 maja rozpoczyna się remont; z krakowskiego Decoroom przyjeżdża oświetlenie, armatura, biały montaż (a właściwie czarny, bo taka jest ceramika w całym atelier). 26 sierpnia pracownia wprowadza się do wyremontowanych pomieszczeń. Tylko trzy miesiące, a wyzwanie było spore. Poprzedni najemcy podzielili przestrzeń na małe pomieszczenia, okna wykleili folią, zamontowali podwieszany sufit. Pierwsza decyzja – odzyskujemy dawną wysokość pomieszczeń. Szybko okazuje się, że to aż 4,5 metra, w sam raz na żyrandol, który Tomasz Ossoliński uratował z hotelu Bristol.

Historia żyrandola jest podobna do historii parkietu i boazerii z pałacu Tarnowskich. W 2012 roku Bristol przechodzi remont, szklane żyrandole skupuje prywatna firma, wywozi je nie wiadomo gdzie. Tomasz Ossoliński ma oko na kilka sztuk, ostatecznie udaje mu się kupić jeden, z wyjątkową konstrukcją z kilkuset szklanych patyczków i kilkudziesięciu szklanych kul.

Żyrandol z hotelu Bristol, fot. Ewa Rzechorzek

Żyrandol jest, a całą resztę musi zaprojektować Szymon Bobrowicz – Architektura KL24.

– Wnętrze bazuje na szarościach i czerni. – opowiada architekt – Kolorystykę podyktowała podłoga. Miałem już w głowie jakąś inną podłogę, ale pojechałem do Tubądzina, zobaczyłem płytkę Duke Stone i zakochałem się. Dla niej zmieniłem kolor ścian: teraz jest szarość z lekką nutą fiołków.

Ciemne płytki z delikatnymi marmurowymi żyłkami odbijają czterometrowe okna tworząc „architekturę nieistniejącą” – efekt, który Szymon Bobrowicz lubi wykorzystywać w swoich projektach, najczęściej przy pomocy luster. Lustra pojawią się i pod Gigantami: jest geometryczna kompozycja na ścianie, a w najmniejszym pomieszczeniu –  także na suficie.

– Wykorzystanie luster w połączeniu z imponującą wysokością wnętrz, nomen omen, kamienicy Pod Gigantami, sprawia, że nawet niepozorne pomieszczenie robi się gigantyczne – dodaje architekt.

Atelier Tomasza Ossolińskiego w Alejach Ujazdowskich, fot. Ewa Rzechorzek
Atelier Tomasza Ossolińskiego w Alejach Ujazdowskich, fot. Ewa Rzechorzek

Gdyby Szymon Bobrowicz miał wybierać postacie na medaliony z elewacji musiałby wybrać Pieta Mondriana i Romana Opałkę. Mondriana – bo to jego kompozycje były dla Bobrowicza inspiracją, co widać w rysunku oświetlenia na suficie, podziale luster na ścianie i układzie podłogi. Opałkę – bo akt jego autorstwa to ważny element wnętrza.

Nie mogło być lepszej inspiracji dla tego miejsca jak malarstwo, bo ono przez dekady wypełniało kamienicę od parteru po poddasze. Mieszkanie Strzałeckich pełne było najlepszych płócien: Gierymskiego, Ślewińskiego, Chełmońskiego, Wyczółkowskiego; poddasze kamienicy zajmowała rodzinna pracownia malarska – malarzami były całe pokolenia Strzałeckich.

Paletę malarską ma u boku jeden z gigantów, więc wątpliwości nie ma: w tej kamienicy rządziła sztuka i rzemiosło.

Nadchodzący rok to duże zmiany w działalności Tomasza Ossolińskiego – projektant rozszerza swoją działalność o kolekcję ready to wear, którą można będzie kupić w butiku flagowym Pod Gigantami. Inspiracji sztuką w kolekcjach kapsułowych nie zabraknie. Wielbiciele rzemiosła Ossolińskiego nie muszą się jednak martwić – Pod Gigantami kontynuowane będzie też krawiectwo miarowe, z którego projektant słynie.

W 1902 roku odbyła się w Petersburgu Pierwsza Międzynarodowa Wystawa Strojów. Antoni Strzałecki wysłał na nią – nieco z przymrużeniem oka – zbroje husarskie i umundurowanie z herbami Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ponad wiek później parter jego kamienicy wypełniły ubrania: od tradycyjnych garniturów szytych na miarę po nowoczesne puchowe kurtki godne wystawy współczesnego wzornictwa.

Parawan i fragment kolekcji RTW fw 2019/2020 Tomasza Ossolińskiego, fot. Ewa Rzechorzek
Website art direction and design: Bluedot Collective, Thomas Le Provost. Dev: Marketing Match
Ok, rozumiem