Opublikowano

Projektant roku

“Projektant roku” – w takiej kategorii nagrodził mnie magazyn “Twój Styl”, który po raz 21. wręczył nagrody w konkursie Doskonałości Mody. Podczas gali, która odbyła się 24 stycznia w Warszawie, wyróżniono najlepsze marki ekskluzywne i popularne. Wybrano też topowych projektantów, którzy w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy odnieśli największe sukcesy w branży. To zaszczyt znaleźć się w tym gronie.

Ale to nie tylko nagroda dla mnie, ale też dla nowego myślenia w branży mody, które szczerze popieram. Odbierając ją powiedziałem: – Moja linia ready-to-wear świadomie jest małą, kolekcją kapsułową – składającą się z projektów, które mają przetrwać próbę czasu i nie minąć wraz z trendami. Tworząc ją miałem na uwadze, że przez ostatnie 15 lat liczba produkowanych ubrań przez przemysł modowy podwoiła się, a ponad połowa jest wyrzucana po roku użytkowania. Fakt, że branża mody jest najbardziej zanieczyszczającym naszą planetę przemysłem, wynika ze zjawiska “Fast Fashion” – mody masowej produkcji, ze zwiększoną liczbą kolekcji i często zaniżonymi cenami. W efekcie w skali światowej co sekundę na wysypiska trafia śmieciarka pełna tekstyliów, a koncerny odzieżowe odpowiadają za 92 mln ton odpadów stałych składowanych każdego roku na wysypiskach.

Niemal 2 mln Polaków są tak uzależnione od mody, że nabywają nową odzież co najmniej raz w tygodniu. Zaś w skali planety coroczna konsumpcja ciuchów i innych tekstyliów to więcej niż 30 mln ton, czyli tyle, ile waży 6 mln słoni albo całkiem pokaźna asteroida. Czas powiedzieć “stop”! Kupujcie mniej! Rezygnujcie z zakupów, jeżeli niczego nie potrzebujecie. Kupujcie tylko rzeczy najwyższej jakości. Wierzę w modę zrównoważoną i w słowa mojej babci, która mi powtarzała: “Nie stać nas na rzeczy tanie”. Ta nagroda będzie mi zawsze przypominać, jak bardzo miała rację.

Dziękuję redakcji i jury za nagrodę, a pozostałym laureatom gratuluję i życzę dalszych sukcesów.

fot. Podlewski/AKPA
fot. Podlewski/AKPA
fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
fot. Podlewski/AKPA
Opublikowano

Joanna Kulig na gali European Film Awards 2019

Podczas European Film Awards 2018 Joanna Kulig została uznana za najlepszą europejską aktorkę. W tym roku nie odbierała, ale wręczała jedną z nagród: najlepszemu europejskiemu reżyserowi, czyli Yorgosowi Lanthimosowi. Grek został nagrodzony za film “Faworyta”. Na gali aktorka “Zimnej wojny” (film Pawła Pawlikowskiego zgarnął tego wieczoru nagrodę publiczności) w Berlinie wystąpiła w długiej sukni mojego projektu.

Po raz pierwszy od miesięcy, od urodzenia dziecka, pojawiła się publicznie, co odnotowały media.”Nie ukrywamy, że bardzo nam jej brakowało, dlatego cieszy nas jej powrót na czerwony dywan. I to tak stylowy! Tego wieczoru miała na sobie czarną elegancką suknię od Tomasza Ossolińskiego i biżuterię Cartiera. Z prostym uczesaniem odsłaniającym zdobne kolczyki wyglądała wprost zachwycająco” – napisała Wirtualna Polska. Zaś magazyn “Glamour” dodał: “Na galę Joanna Kulig założyła klasyczną – czarną suknię od Tomasza Ossolińskiego. Polska aktorka wyglądała olśniewająco. Zrobiła prawdziwą furorę, a teraz mówi (i pisze) o niej nie tylko Europa, ale cały świat”.

12 grudnia 2020 roku, po raz pierwszy w historii, ceremonia wręczenia Europejskich Nagród filmowych odbędzie się na Islandii. Organizatorzy z Europejskiej Akademii Filmowej uznali, że Centrum Konferencyjno-Koncertowe Harpa w Reykjaviku świetnie nadaje się do przyjęcia ponad 1400 uczestników 33. edycji imprezy. Trzymam kciuki, by i tym razem wśród laureatów byli Polacy.

Tak Joasia wyglądała na ostatnich przymiarkach kilka dni przed galą European Film Awards 2019.

Film: Joo Joostberens / Aia Asé Pictures: kliknij tutaj

Zdjęcia: Łukasz Bąk

Opublikowano

Otwarcie nowego Atelier Tomasza Ossolińskiego

14 listopada podwórze kamienicy pod Gigantami wypełnił tłum gości świętujących oficjalne otwarcie nowego Atelier Tomasza Ossolińskiego. 

To był wieczór wielu premier: nowy adres, nowa linia ready-to-wear, nowe logo marki. 

O dobre nastroje zadbali The Glenlivet i Perlage, o nieskazitelny wygląd ubrań z kolekcji – Laurastar Polska. Spektakularne wnętrze atelier nie zaistniałoby bez Tubądzina i Szymona Bobrowicza (Architektura KL24). Dziękujemy partnerom, gościom, przyjaciołom. 

Fot. Łukasz Bąk

Opublikowano

Ossoliński ready-to-wear

Industrialne otoczenie, nocne niebo i boisko koszykarskie były tłem dla najnowszej kolekcji Tomasza Ossolińskiego.

12 października 2019 r. Tomasz Ossoliński zaprezentował kolekcję RTW na sezon jesień-zima 2019/2020. Dziewiętnastowieczna Fabryka Porcelany, w której odbył się pokaz, to wyjątkowy punkt na mapie Katowic – kiedyś miejsce produkcji porcelany Giesche, dziś tętniące życiem centrum biznesu i sztuki. Od trzech lat, jesienią postindustrialne zabudowania przy ulicy Porcelanowej zamieniają się w wybieg KTW Fashion Week.

Wełniane płaszcze i kurtki puchowe z metką Ossoliński zaprezentowano nocą, na boisku koszykarskim przylegającym do fabryki. Stylizacje uzupełniły buty marki Timberland.

Dwadzieścia pięć sylwetek, zarówno damskich, jak i męskich znajdzie się wkrótce w sprzedaży w nowym sklepie internetowym oraz butiku flagowym Tomasza Ossolińskiego (Warszawa, Aleje Ujazdowskie 24/1).

Opublikowano

Pod Gigantami (cz.2)

Ewa Rzechorzek

Wyprowadzka Atelier Tomasza Ossolińskiego z Mokotowskiej to decyzja dobrze przemyślana, ale wybór kamienicy Pod Gigantami to poniekąd dzieło przypadku. W kwietniu 2019 roku Tomasz Ossoliński śpieszył Alejami Ujazdowskimi na spotkanie, gdy kątem oka zauważył – najpierw figurę Atlasa z paletą malarską u boku, potem imponującej wysokości okna, a na końcu banner „Wynajmę”. Co prawda decyzję o innym lokalu już podjął, ale gdy tylko wszedł w bramę z żółtą kostką, wiedział, że chce się przeprowadzić właśnie tu, Pod Giganty.

Historia, szczególnie ta Warszawy, splata ludzkie losy jak w zadziwiający sposób. Na przykład w taki wzór: w 1898 roku Władysław Marconi rozpoczyna prace przy projekcie Bristolu. Żeby hotel mógł powstać trzeba było zburzyć pałac Tarnowskich. Osiemnastowieczny pałacowy parkiet i złocona boazeria trafiają do Antoniego Strzałeckiego, po paru latach zostają ułożone w nowobudowanej kamienicy Pod Gigantami. Projektuje ją Marconi. W 2012 roku Tomasz Ossoliński otwiera atelier w Bristolu; siedem lat później przenosi je Pod Giganty (po drodze był jeszcze dłuższy przystanek przy Mokotowskiej), nieświadomie idąc śladami Marconiego i Strzałeckiego.

W 2019 roku Pod Gigantami sprawy toczą się szybko: 23 kwietnia architekt Szymon Bobrowicz startuje z miarami, 26 maja rozpoczyna się remont; z krakowskiego Decoroom przyjeżdża oświetlenie, armatura, biały montaż (a właściwie czarny, bo taka jest ceramika w całym atelier). 26 sierpnia pracownia wprowadza się do wyremontowanych pomieszczeń. Tylko trzy miesiące, a wyzwanie było spore. Poprzedni najemcy podzielili przestrzeń na małe pomieszczenia, okna wykleili folią, zamontowali podwieszany sufit. Pierwsza decyzja – odzyskujemy dawną wysokość pomieszczeń. Szybko okazuje się, że to aż 4,5 metra, w sam raz na żyrandol, który Tomasz Ossoliński uratował z hotelu Bristol.

Historia żyrandola jest podobna do historii parkietu i boazerii z pałacu Tarnowskich. W 2012 roku Bristol przechodzi remont, szklane żyrandole skupuje prywatna firma, wywozi je nie wiadomo gdzie. Tomasz Ossoliński ma oko na kilka sztuk, ostatecznie udaje mu się kupić jeden, z wyjątkową konstrukcją z kilkuset szklanych patyczków i kilkudziesięciu szklanych kul.

Żyrandol z hotelu Bristol, fot. Ewa Rzechorzek

Żyrandol jest, a całą resztę musi zaprojektować Szymon Bobrowicz – Architektura KL24.

– Wnętrze bazuje na szarościach i czerni. – opowiada architekt – Kolorystykę podyktowała podłoga. Miałem już w głowie jakąś inną podłogę, ale pojechałem do Tubądzina, zobaczyłem płytkę Duke Stone i zakochałem się. Dla niej zmieniłem kolor ścian: teraz jest szarość z lekką nutą fiołków.

Ciemne płytki z delikatnymi marmurowymi żyłkami odbijają czterometrowe okna tworząc „architekturę nieistniejącą” – efekt, który Szymon Bobrowicz lubi wykorzystywać w swoich projektach, najczęściej przy pomocy luster. Lustra pojawią się i pod Gigantami: jest geometryczna kompozycja na ścianie, a w najmniejszym pomieszczeniu –  także na suficie.

– Wykorzystanie luster w połączeniu z imponującą wysokością wnętrz, nomen omen, kamienicy Pod Gigantami, sprawia, że nawet niepozorne pomieszczenie robi się gigantyczne – dodaje architekt.

Atelier Tomasza Ossolińskiego w Alejach Ujazdowskich, fot. Ewa Rzechorzek
Atelier Tomasza Ossolińskiego w Alejach Ujazdowskich, fot. Ewa Rzechorzek

Gdyby Szymon Bobrowicz miał wybierać postacie na medaliony z elewacji musiałby wybrać Pieta Mondriana i Romana Opałkę. Mondriana – bo to jego kompozycje były dla Bobrowicza inspiracją, co widać w rysunku oświetlenia na suficie, podziale luster na ścianie i układzie podłogi. Opałkę – bo akt jego autorstwa to ważny element wnętrza.

Nie mogło być lepszej inspiracji dla tego miejsca jak malarstwo, bo ono przez dekady wypełniało kamienicę od parteru po poddasze. Mieszkanie Strzałeckich pełne było najlepszych płócien: Gierymskiego, Ślewińskiego, Chełmońskiego, Wyczółkowskiego; poddasze kamienicy zajmowała rodzinna pracownia malarska – malarzami były całe pokolenia Strzałeckich.

Paletę malarską ma u boku jeden z gigantów, więc wątpliwości nie ma: w tej kamienicy rządziła sztuka i rzemiosło.

Nadchodzący rok to duże zmiany w działalności Tomasza Ossolińskiego – projektant rozszerza swoją działalność o kolekcję ready to wear, którą można będzie kupić w butiku flagowym Pod Gigantami. Inspiracji sztuką w kolekcjach kapsułowych nie zabraknie. Wielbiciele rzemiosła Ossolińskiego nie muszą się jednak martwić – Pod Gigantami kontynuowane będzie też krawiectwo miarowe, z którego projektant słynie.

W 1902 roku odbyła się w Petersburgu Pierwsza Międzynarodowa Wystawa Strojów. Antoni Strzałecki wysłał na nią – nieco z przymrużeniem oka – zbroje husarskie i umundurowanie z herbami Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ponad wiek później parter jego kamienicy wypełniły ubrania: od tradycyjnych garniturów szytych na miarę po nowoczesne puchowe kurtki godne wystawy współczesnego wzornictwa.

Parawan i fragment kolekcji RTW fw 2019/2020 Tomasza Ossolińskiego, fot. Ewa Rzechorzek
Opublikowano

Pod Gigantami (cz. 1)

Ewa Rzechorzek

2019 rok to czas wielu zmian w Atelier Tomasza Ossolińskiego. Jedną z nich – tą najbardziej spektakularną – jest przeprowadzka do nowej siedziby.

Cztery piętra, dwie figury gigantów, sto piętnaście lat historii – tak w skrócie można opisać warszawską kamienicę Pod Gigantami. Zaprojektowana przez Władysława Marconiego według pomysłu właściciela Antoniego Jana Strzałeckiego, stanęła w Alejach Ujazdowskich w 1907 roku. Tomasz Strzałecki, wnuk fundatora, z dzieciństwa zapamiętał: bramę z siłaczami, żółtą kostkę w przejeździe bramnym (zawsze lśniącą i zawsze śliską), podwórze, małe, ale z oryginalną zawartością: lufami osiemnastowiecznych dział i marmurowymi tablicami z imionami królów. Kamienica wielka, ale lokali tylko dziesięć, na parterze mieszkanie Strzałeckich. W przejeździe: drzwi po lewej, drzwi po prawej. Te drugie prowadzą dziś do Atelier Tomasza Ossolińskiego.

Plan parteru kamienicy Pod Gigantami, 1908 / Lokalizacja nowego Atelier Tomasza Ossolińskiego

Budynek to emanacja osobowości i zainteresowań właściciela, a trochę ich było. Antoni Strzałecki to: malarz, konserwator zabytków, zagorzały kolekcjoner i człowiek z misją. Gdy po powstaniu styczniowym Rosjanie „remontują” Zamek Królewski na stercie śmieci lądują: płyty z imionami królów polskich z Gabinetu Marmurowego (te, które później Tomasz zapamięta z podwórka), kominkowe płyty żeliwne z herbami królewskimi, rzeźbione konsole. Strzałecki ratuje co może; zabytkowe przedmioty zabiera do swojego domu – wówczas przy ulicy Topiel, by po latach wykorzystać przy budowie kamienicy w Alejach Ujazdowskich. Tomasz Strzałecki: „Ta jego działalność kolekcjonerska zbiegła się z najsilniejszą falą gnębienia polskości i niszczenia wszystkiego co polskie przez władze zaborcze”. Strzałecki ratuje, ale i skupuje – od antykwariuszy i od gnębionych przez carskie władze klasztorów – wszystko co wartościowe i ważne dla historii Polski: obrazy, ceramikę, srebra, brązy. Trafia do niego złocona boazeria z Pałacu Tarnowskich, jest szkatuła królowej Marysieńki, jest średniowieczny miecz z krucyfiksem.  Dla wnuka Strzałeckiego zbiory to „spełnienie marzeń każdego małego chłopca”. Z podziwem patrzy na zbrojownię: rzędy broni siecznej, łuki, siodła; dwa eksponaty imponują mu szczególne –  pozłacany hełm (ponoć hetmana Jana Zamoyskiego) i zbroja samurajska (zaginie w czasie wojny).

Zbiory robią wrażenie bez względu na wiek oglądającego. Rzeźbiarz Józef Gardecki o wizycie u Strzałeckiego (jeszcze przy ul. Topiel): „Szedł przede mną wysoki, kościsty, wyprostowany, trzymając drgającą świecę w ręku. Minęliśmy korytarz, salon i weszliśmy na lewo do podłużnego pokoju. (…) Wszedłszy w głąb, stanął i raptem uniósł świecę wysoko. Doznałem olśnienia… Oczarowania! Wspaniała przeszłość nasza rozwarła się nagle przede mną. Oto krynica polskości. Wszystko, czego dowiedziałem się z historii Polski, co odtworzył Mickiewicz i Kraszewski, Sienkiewicz i Słowacki, namalował Matejko, stało przede mną dotykalne. Lśniło na tych klingach szabel, na tych hełmach, szyszakach, napierśnicach, pikach, dzidach, pistoletach (…) Tyle oręża broniącego niegdyś kraju i wolności”. O Matejce wspomina Gardecki nie bez powodu, Strzałecki ma w zbiorach jego kartony, i chyba darzy go szczególnym szacunkiem, bo gdy w 1904 roku będzie szkicował elewację wymarzonej kamienicy, wpisze w nią trzy medaliony z podobiznami: Jana Matejki, Fryderyka Chopina i  samego siebie (w końcu jest właścicielem). Takie trio witało gości Strzałeckich, a przychodzili: znajomi rodziny, uczniowie szkoły malarsko-dekoratorskiej (w której Strzałecki uczył), Monsignore Ratti (późniejszy papież Pius XI) i kolejni dziekani korpusu dyplomatycznego.

Po kilkudziesięciu latach historia zatoczy koło. To co Rosjanie wyrzucili na śmietnik w XIX wieku, w latach 70. XX przysłuży się rekonstrukcji zbombardowanego w czasie II wojny światowej Zamku Królewskiego. Strzałecki rozpoczął przekazywanie swoich zbiorów do muzeów dużo wcześniej, w czasie I wojny światowej. Do Muzeum Narodowego, Muzeum Wojska, Muzeum w Wilanowie przez lata przekazał blisko 700 eksponatów, wśród nich: pasy kontuszowe, żupany, umundurowanie z czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów.