Opublikowano Dodaj komentarz

Żakard – tkanina binarna

Nie ma tkaniny o większych możliwościach: pozwala na łączenie kilku splotów i kolorów przędzy w jednym wzorze oraz na stosowanie szerokiej gamy ornamentów – od geometrycznych po organiczne, a każdy projekt można powtarzać w nieskończoność. Jej potencjał jest tak duży, że na warsztat wzięła ją Dolina Krzemowa.

Joseph Jacquard ma początkowo opinię „próżniaka i marzyciela rzucającego się na niemożliwe odkrycia”. Będąc synem lyońskiego tkacza, nigdy nie zostanie posłany do szkoły, będzie za to terminował kolejno u: introligatora, nożownika, zecera, fabrykanta sieci rybackich. Niepiśmienny do trzynastego roku życia, za to z naturalnym talentem do liczb.

Gdy w końcu odziedzicza warsztat ojca, doprowadza go do bankructwa, bo od obsługi zleceń woli ulepszanie maszyn. Taki już los wynalazcy: o finansowanie trudno, o pomysły łatwiej, więc w najlepszym wypadku jedna idea na sto wychodzi poza fazę koncepcji. Jacquard pracuje m.in. nad krosnami do tkania sieci rybackich, urządzeniem do wyrabiania wędek i maszyną do produkcji parapetów okrętowych.

Jest uparty i konsekwentny.

Pierwszy sukces przychodzi w 1801 roku – jeden z jego wynalazków zostaje nagrodzony brązowym medalem na paryskiej wystawie przemysłowej. Zaraz potem Jacquard otrzymuje zaproszenie od Napoleona. W prywatnej rozmowie opowiada mu o swoich wynalazkach i dostaje dożywotnią pensję oraz dostęp do Narodowego Konserwatorium Sztuki i Rzemiosła, gdzie przechowywane są m.in. wynalazki Jacques’a de Vaucansona. Wśród nich – wyjątkowe krosno. Vacauson, bratnia dusza Jacquarda, z obsesją na punkcie automatów, przed śmiercią przekazuje swoje wynalazki do konserwatorium. Zbiór to osobliwy: znajduje się w nim urządzenie do automatycznego przewracania stron, mechaniczna kaczka (kwacze, pływa i je), pełnowymiarowa figura muzyka grającego na flecie (z repertuarem na 12 melodii). Na drugim biegunie są wynalazki, dzięki którym przemysł zrobi krok do przodu: tokarka, łańcuch Vaucansona (stosowany w wielu maszynach do dziś) i zautomatyzowane krosno. Urządzenie ma już wówczas ok. 50 lat. Stoi zakurzone, bo w czasach rewolucji francuskiej z robotnikami nie warto zadzierać.

Więc wzorzyste tkaniny nadal powstają w tradycyjny sposób – na krosnach z podciąganymi licami, w wyjątkowo pracochłonnym procesie. Asystent tkacza siedząc na krośnie ręcznie podnosi i opuszcza nitki osnowy, które w efekcie „rysują” wzór (stąd nazwa krosna – drawloom i astystenta – drawboy).

Krosno z mechanizmem żakardowym, Bielefeld 1926 (źródło i licencja tutaj)

Usprawnienie Vaucansona polega na zastąpieniu asystenta perforowanymi kartami. Jacquard technikę udoskonali, rozpowszechni i niemal przepłaci to życiem. Gdy robotnicy słyszą o mechanizacji tkania, pojmują Jacquarda i wloką go w kierunku rzeki.  Uratują go bardziej rozsądni obywatele. Jest 1803 rok, nastroje jeszcze bojowe, choć rewolucja już się zakończyła. Ta francuska, bo przemysłowa trwa w najlepsze. Perforowane karty to nic innego jak system zero-jedynkowy: wybity otwór albo jego brak. Wątek przechodzący nad nicią osnowy odpowiada jedynce, a ten pod osnową – zeru. Karta jest więc nośnikiem danych, a programowaniem zajmuje się grupa osób. Proces przebiega tak: projektant maluje wzór na papierze, później przenosi go na papier milimetrowy. Technik przekłada koncepcję na kartę – dziurkuję ją rząd po rzędzie, wybijając otwór w miejscu zakrytego kwadratu. Na koniec karty są związywane i ładowane do mechanizmu na szczycie krosna.

To przełom w relacji człowiek-maszyna, nowy wymiar komunikacji z przedmiotem.

Pracownica fabryki wymieniająca karty perforowane w mechanizmie żakardowym, ok. 1914-1918

Maszyna żakardowa położy podwaliny pod pierwsze komputery, które korzystały z analogicznych kart perforowanych. Gdy w 1833 brytyjski matematyk Charles Babbage snuje plany budowy “maszyny analitycznej” opartej na takich kartach, Ada Lovelace (również matematyczka) powie: „Ta maszyna tka wzory algebraiczne tak jak krosno żakardowe tka kwiaty i liście”. Plany Babbage’a pozostaną na papierze, ale dziurkowane karty jako nośnik danych powrócą w XX w., m.in. w komputerach IBM.

Ten, kto siedzi przy krośnie Jacquarda jest przede wszystkim siłą napędową; o wzorze decyduje sekwencja kart. Tym bardziej dziwi fakt, że wśród fanów rozwiązania znalazł się William Morris – orędownik powrotu do rzemiosła, współtwórca ruchu Arts & Crafts. W świecie Morrisa i w jego firmie Morris & Co nie ma miejsca na mechanizację. Michel Houellebecq (ustami bohatera “Mapy i Terytorium”, również Michela Houellebecqa): ” (…) robotnicy pracowali tam znacznie mniej niż w ówczesnych fabrykach, w których, nie da się ukryć, byli traktowani jak niewolnicy, ale przede wszystkim pracowali bez przymusu, każdy był od początku do końca odpowiedzialny za swoje dzieło; podstawowa zasada Williama Morrisa głosiła, że projekt i wykonanie nie powinny być rozdzielone (….). Wszystkie świadectwa potwierdzają, że panowały tam idylliczne warunki pracy: hale produkcyjne były jasno oświetlone, dobrze wietrzone, stały na brzegu rzeki. Całość zysków była rozdzielana między pracowników (…). Wbrew wszelkim oczekiwaniom projekt odniósł natychmiastowy sukces, również z handlowego punktu widzenia. (…) Firma Morris & Co przynosiła zyski od początku do końca swojej działalności. Nie udało się to żadnej z kooperatyw robotniczych, jakie mnożyły się przez cały wiek dziewiętnasty (…), żadna nie potrafiła skutecznie zorganizować produkcji dóbr przemysłowych i artykułów spożywczych; z wyjątkiem firmy założonej przez Williama Morrisa, była to długa seria porażek, już nie wspominając o późniejszych społeczeństwach komunistycznych”.

Autorzy biografii artysty wyjaśniają: „Ci, którzy uważali Morrisa za mediewistę i przeciwnika industrializacji, mogli być zaskoczeni jego gotowością do zastosowania krosna żakardowego. W końcu było ono szeroko stosowane w budzących przerażenie fabrykach północy. Nawet jeśli tkacz miał dobre wyczucie estetyki, nie mógł z niego skorzystać, bo karty perforowane kontrolowały całą operację. Ale w związku z tym krosno żakardowe miało wiele zalet. W szczególności oferowało projektantowi większą swobodę, pozwalając na bardziej wyrafinowane projekty niż tradycyjny mechanizm”. W 1877 Morris ściąga z Lyonu specjalistę od żakardu i zaczyna przekładać projekty swoich tapet na tkane wzory. Na pierwszy ogień idzie Wierzba (Willow), zaraz potem dwa ulubione wzory Morrisa: Paw i Smok (Peacock and Dragon), Gołąb i Róża (Dove and Rose). Morris już do końca swojej działalności będzie preferował ten rodzaj krosien.

William Morris, Gołąb i Róża, żakard jedwabny, 1879
“Karolina” – garnitur damski z jedwabnego żakardu, Tomasz Ossoliński, kolekcja “Woman in Town”

Artystycznych dylematów nie mieli też Polacy. Anna Sieradzka o żakardach powstających w Spółdzielni Artystów Ład: „Mimo mechanicznego procesu tworzenia żakardy zyskały rangę artystycznych tkanin dekoracyjnych (…). W drugiej połowie lat dwudziestych i w latach trzydziestych XX w. ładowscy twórcy, oprócz (…) kilimów, projektowali i osobiście nadzorowali produkcję żakardów. Stały się one jednym z najlepszych osiągnięć Ładu na polu tworzenia polskiej tkaniny artystycznej, a szerzej – sztuki wnętrza w stylu rodzimego Art Deco. Popularność ładowskich żakardów i ilościowa przewaga nad innymi rodzajami tkanin artystycznych, wytwarzanych w Spółdzielni, wynikały z kilku czynników. Żakardy były łatwiejsze i tańsze w produkcji, miały też bardziej wszechstronne zastosowanie: oferowano je jako serwety i tkaniny obiciowe. Wykonywano je głównie z nici lnianych, niekiedy też z wełnianych i jedwabnych (…)”.

Po niechlubnym incydencie z próbą utopienia, Jacquard przeniósł się do Wielkiej Brytanii, jednak Francuzi szybko dokonali rehabilitacji wynalazcy. Obawy tkaczy dotyczące utraty miejsc pracy okazały się nietrafione (przynajmniej w długim terminie). Prawa rynku zadziałały inaczej – tkanie stało się tańsze, powszechniejsze, popyt na wzorzyste tkaniny rósł, zatrudnienie przy krosnach również. W 1812 Francja posiadała już 18000 maszyn żakardowych. W 1819 roku Jacquard został odznaczony Krzyżem Legii Honorowej, w 1912 w Saint-Étienne wzniesiono pomnik ku czci wynalazcy.

Kurs projektowania żakardu, USA ok. 1920
Próbki żakardów i projekty na papierze milimetrowym, Master Weaver’s Thesis Book, Systeme de la Mecanique a la Jacquard, 1848
Projekt na papierze milimetrowym i wzór przełożony na karty perforowane, Master Weaver’s Thesis Book, Systeme de la Mecanique a la Jacquard, 1848

W XXI w. żakard raz jeszcze splecie swoją historię z technologią komputerową. Ivan Poupyrev – projektant interakcji, naukowiec, wynalazca, bratnia dusza Vacausona i Jacquarda – od 20 lat pracuje nad intuicyjną komunikacją z przedmiotami codziennego użytku. W 2015 roku razem z Google ATAP uruchomił „Project Jacquard”. Poupyrev: „W tkaninach fascynuje mnie to, że ich struktura jest taka sama jak w ekranach dotykowych. To oznacza, że jeśli zastąpić część splotu nićmi przewodzącymi, możemy wyprodukować tkaninę rozpoznające proste gesty człowieka”. Jego zdaniem sposób w jaki korzystamy z komputerów niewiele się zmienił w ciągu ostatnich 50 lat – nadal klikamy, stukamy w klawiatury; ekrany dotykowe to nic innego jak zamienienie myszki na palec. A Poupyrev nie chce pośrednictwa urządzeń peryferyjnych; uważa, że możliwość interakcji powinna być inherentną cechą przedmiotu. Więc on sam odbiera telefon, włącza muzykę, steruje prezentacją na TED Talks za pomocą swojej kurtki, powstałej w projekcie.

Założeniem projektu było stworzenie inteligentnego ubrania w tradycyjnym łańcuchu produkcyjnym, na ogólnie dostępnych w przemyśle maszynach. Pytanie brzmiało: czy krawiec może uszyć tzw. komputer ubieralny (wearable). Pierwszy krok to stworzenie odpowiedniej przędzy. Zespół Google nawiązał współpracę z japońską manufakturą od pokoleń produkującą kimona. Wspólnie z rzemieślnikami stworzono przędzę, w której metalowy stop owinięto poliestrowymi i bawełnianymi włóknami. Z niej powstały tkaniny (nie tylko żakardy) o różnych splotach i kolorach. Na koniec materiał przekazano krawcowi z Saville Row. Taki był początek. Kurtka, którą nosi Poupyrev to nie prototyp, a gotowy produkt, wynik współpracy z Levi’s (obecnie w sprzedaży tylko w USA). I choć fani gadżetów już dziś mogą ją kupić, to do dyfuzji technologii jeszcze daleko.

Historycznie, to co schodziło z krosien francuskich, brytyjskich, polskich najczęściej znajdowało zastosowanie we wnętrzach: ciężkie żakardy wykorzystywano do tapicerowania, lżejsze na obrusy, a z miękkich adamaszków szyto pościel. Przemysł odzieżowy również zagospodarował żakard na wszystkich możliwych polach. Suknia z brokatowego żakardu to element stale obecny w damskiej garderobie XIX i XX w. W modzie męskiej kwiecisty żakardowy żakiet czy frak kojarzy się głównie z ekstrawaganckim dandysem, ale żakardowy krawat to już klasyka. Na fali orientalizmu w latach 30. XX w. fabryki tkackie wypuszczały na rynek ogromne ilości złotych i srebrnych brokatów. Z żakardu powstawały (i nadal powstają) buty, torebki, wyroby pasmanteryjne. Od lat ta technologia tkania jest wykorzystywana w produkcji metek odzieżowych – tych z wyższej półki, bo tańszym rozwiązaniem jest drukowanie logo. W XXI w. żakardami żonglowali ci, którzy nie bali się być wyrazistymi i nie zawracali sobie głowy minimalizmem: Lacroix, Galliano, McQueen.

Współcześnie coraz częściej korzysta się z krosien sterowanych komputerowo, choć te z kartami perforowanymi są nadal w użyciu. Niezależnie od mechanizmu – z krosien schodzą wzory geometryczne i organiczne, wielokolorowe i monochromatyczne – bazujące na kontraście połysku z matem. Możliwości są nieskończone.

Fanki stylizacji total look znajdą żakardowe garnitury w kolekcji Tomasza Ossolińskiego “Woman in Town”. Jedwabny garnitur “Karolina” to klasyczna odsłona żakardu, łącząca to co najlepsze: subtelny perłowy połysk, dwustronność wzoru, oryginalne połączenie splotów. Damski garnitur “Mia” powstał z żakardu tkanego z metalicznych nici, a garnitur piżamowy “Apolonia” – z lekkiego żakardu w krawatowy wzór.

Produkcja wstążek i metek żakardowych, Palestyna 1946
“Mia” – damski garnitur z metalicznego żakardu. Żakardowa metka z logo.

Na litografii C. Bonnefonda Joseph Jacquard przedstawiony jest wśród narzędzi i tkanin. Wynalazca siedzi na żakardowym fotelu, jego ręka spoczywa na kartach perforowanych, obok stoi model krosna z mechanizmem żakardowym. Wybite okno świadczy chyba o niezbyt dużej sympatii robotników, podarty dywan o pozycji finansowej. Jakiś czas później litografia zostanie przełożona na medium odpowiedniejsze dla tej historii – żakardowy portret utkany z jedwabnych nici.

Joseph Jacquard wiedział, że mechanizm żakardowy to jego opus magnum. Zachowany w archiwach odręczny podpis zakończony jest zawijasem przypominającym nić w krośnie. Niewielu osobom udało się zostawić tak trwały ślad nie tylko w technologii, ale i w języku. Żakard, jacquard, žakár, jakardi, ζακάρ. Na całym świece nazwisko Jacquarda zostało synonimem tkanin o wzorach splotowych oraz mechanizmu, który je wytwarza.

Źródła:

  • Film przedstawiający założenia “Project Jacquard” Google ATAP: kliknij tutaj
  • Poupyrev I., Everything around you can become a computer (TED Talks, 2019): kliknij tutaj
  • Harvey Ch., Press J. , William Morris: Design and Enterprise in Victorian Britain, Manchester University Press 1991.
  • Houellebecq M., Mapa i terytorium, Warszawa 2019.
  • Programming patterns: the story of the Jacquard loom, kliknij tutaj
  • Sieradzka A., Rzemiosło artystyczne w Polsce. Tkaniny dekoracyjne. Żakardy ładowskie, w: Spotkania z Zabytkami 1999, nr 7.
  • Smiles S., Prawdą a pracą. Księga o poradności, Kraków 1868.

Opublikowano

“Woman in Town”

“Woman in town” to kolekcja Tomasza Ossolińskiego składająca się z kilku wariacji jednego projektu: garnituru piżamowego. Kameralna tylko z pozoru, bo damski garnitur pokazuje w niej wiele twarzy, od lekkich jedwabi na dzień, po wyraziste żakardy na wieczór. Niezależnie od okazji – jest wygodnie i elegancko, więc dres można schować głęboko do szafy.

W projekcie „Woman in town” ważne są nie tylko ubrania, ale i emocje. Za każdym modelem stoi  prawdziwa kobieta, ze swoją historią, doświadczeniem życiowym, swoimi pasjami i dokonaniami zawodowymi. Rezygnacja z typowej sesji reklamowej to świadoma decyzja: nie ma zawodowych modelek, ekipy stylistów, fryzjerów i makijażystów. Są za to prawda i naturalność, mistrzowsko uchwycone przez Tomasza Lazara.

Wśród bohaterek: Pola, Karolina, Maria, Iza, Emilia, Asia i Mia. A w tle – Warszawa.

Cała kolekcja jest dostępna w butiku w Alejach Ujazdowskich 24/1 oraz w sklepie internetowym ossolinski.com.

Fot. Tomasz Lazar

Opublikowano

Piżama dzienna, piżama nocna

Początkowo to alternatywa dla koszuli nocnej, ale szybko okazuje się, że jest wygodna, a nawet szykowna. Przez dekady piżama awansuje i zyskuje nowe zastosowania, by na koniec stać się strojem uniwersalnym, dobrym zarówno do łóżka, jak i na bal. Przy okazji utoruje spodniom drogę do damskiej garderoby.

Stroje domowe – suknia i piżama, Francja 1925
Jedwabne piżamy, 1924. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Paul Poiret nie wywołał zbyt dużego oburzenia ubierając swoje modelki w jedwabne piżamy na dzień. Tak powinno się stać, bo przecież to strój prosto z buduaru, w dodatku ze spodniami, a czas – jeszcze przed I wojną światową. A jednak skandalu nie było. Może tylko lekkie uniesienie brwi. Paryż już wówczas przywykł do „wynalazków” Poireta – sukien bez gorsetów, spodni rodem z haremu, tunik abażurów. Były jeszcze słynne kostiumowe bale w przydomowym ogrodzie. Stylizowane na starożytną Persję przyjęcia gromadziły kilkuset gości, którzy ze zdumieniem przyglądali się: żonie Poireta wylegującej się w gigantycznej klatce, fluorescencyjnym drinkom, papugom i małpom skaczącym po drzewach.

Więc zdziwienia nie ma, gdy w atelier przy Rue du Faubourg Saint Honoré pojawiają się dzienne piżamy. Z pewnością wszystkie zostały doprawione szczyptą orientu – turbanami, egretami, sznurami kamieni, ale jeśli wyczyścić je z ornamentów, pozostanie idea bliska oryginałowi – luźne spodnie i tunika. W takiej formie piżama przybyła do Europy z Persji razem z brytyjskimi kolonistami w XIX wieku. Wówczas przyjęła się jako strój nocny, również dla pań, szczególnie przydatny w podróży – w kajutach statków czy wagonach sypialnych dwie nogawki zapewniały większą wygodę i dyskrecję niż koszula nocna. Poiret, projektant będący w wiecznej awangardzie, wyciąga piżamy z sypialni na światło dzienne, ale wersja à la odaliska nie przyjmuje się. Moda damska przeżywa właśnie rewolucję. Gabrielle Chanel upraszcza strój, a Antoine de Paris fryzury, więc la odalisque przegrywa z la garçonne.

Piżamy domowe i nocne, “Przegląd Mody” 1931-1934
Piżamy plażowe, “Przegląd Mody” 1931-1932

W latach 20 XX w. Coco Chanel wprowadza dzienne piżamy do głównego nurtu. Są proste, wygodne, nowoczesne, zaprojektowane z myślą o wypoczynku.  Piżamy Chanel to coś więcej niż ubiór rekreacyjny, to cały lifestyle: dzień na plaży albo na jachcie, coctail party, partyjka golfa – wszystko w doborowym towarzystwie. Chanel wykazuje się większą skutecznością niż Poiret i wkrótce Riviera Francuska jest ukwiecona piżamami we wszystkich wzorach i kolorach, a Vogue ogłasza: dzienne piżamy to element niezbędny w damskiej garderobie.

Trend dociera też do Polski. W 1933 dziennikarka tygodnika Świat pisze: „dziś w Biarritz, czy naszej Gdyni pewnego rodzaju schockingiem jest chodzenie rano w sukni, a nie w pyjamie. Żadna szanująca się elegantka nie ukaże się inaczej ubrana”.

To, co proponowała Chanel można uznać za początek resort wear, kolekcji dla śmietanki towarzyskiej spędzającej wakacje w Cannes, Lido, Deauville. A że mechanizm powstawania trendów działał bez zarzutów, po sławnych i bogatych przyszedł czas na aspirujących. Panie, które o wakacjach w Biarrtiz mogły tylko pomarzyć, zaadaptowały dzienne piżamy na strój miejski, choć raczej domowy – taki dzisiejszy leisure wear. A jeśli chciały bardziej wejść w rolę i poczuć choć namiastkę słońca, piasku i morza, mogły kupić za 25 centów gotowy szablon “Masquarade” i wybrać się na bal kostiumowy w samodzielnie uszytym stroju inspirowanym piżamami rekreacyjnymi z Lido.

Stąd już tylko krok do kolejnej pory dnia.

Kostiumy inspirowane piżamami rekreacyjnymi, lata 20 XX w. (“Masquarade Patterns”)
Biała piżama wieczorowa składająca się z dwóch części: kombinezonu (widocznego na drugim planie) i dopinanej spódnicy (na pierwszym planie). Francja, 1931
Jednoczęściowa piżama z muślinu i satyny, ok. 1930-1935 (wł. Rijksmuseum)

Piżamy wieczorowe szyto z lekkich tkanin, muślinów i satyn; górę krojono razem z dołem, nogawki – wyjątkowo szeroko, a stanik skąpo. Połączenie tych kilku czynników sprawiało, że odróżnienie piżam od sukien wieczorowych bywało trudne. Dziennikarka Naszego Przeglądu Ilustrowanego: „Pyjama na wieczór, na salę balową – to wydawało nam się oburzającem, gdyśmy słyszały, jak ta i owa z elegantek, zjawiła się na Riwierze, na balu – w tem, co kiedyś było ranną toaletą. Obecnie, najnowsze żurnale – przynoszą piękną kolekcję pyjam wieczorowych z lamy, velour chiffonu i innych. Spodnie pyjamy rozszerzają się od kolan, przy pomocy kloszów, góra zupełnie do złudzenia przypomina zwykłą suknię, (…) widuje się dużo haftu strassem i perłami. Najbardziej solidne domy krawieckie w Paryżu mają w swoich kolekcjach po kilka pyjam wieczorowych”. Te w Warszawie również – chociażby dom mody Herse. Klientkom proponował piżamy lniane na letniska i jedwabne na wieczór. Z właściwym sobie rozmachem w piżamy ubierał panie z wyższych sfer: Irenę Malkiewiczówną, Zofię Arciszewską, Hannę Demidecką-Demidowiczową, Irenę Tarnowską, zasługując tym na komentarz prasy: „Elegancka, współczesna kobieta może cały dzień ku swojej wygodzie z pożytkiem dla społeczeństwa spędzić w pyjamie! Z rana najbardziej odpowiednią jest pyjama buduarowa, która spadając miękkimi fałdami nadaje tyle miękkości, następnie – po śniadaniu – krótki spacer w ogrodzie, oczywiście w pyjamie ogrodowej, potem plaża w plażowej, trochę sportu dla zdrowia – w pyjamie yachtowej, wieczorem najlepsza zabawa w dancingowej, lub balowej”.

Jednocześnie piżamowy trend to zapowiedź nowego rozdziału w modzie damskiej. Trudno nie zauważyć podobieństwa klasycznej piżamy do garnituru czy smokingu – w końcu to spodnie oraz bluzka zbliżona krojem do marynarki. Są klapy (albo kołnierz szalowy), zapięcie jedno- lub dwurzędowe, na dodatek górę i dół szyto z tej samej tkaniny. Nie ma wątpliwości co jest inspiracją, choć nie wszystkim się to podoba. Tygodnik Świat raz jeszcze, 1933 rok: „Ogromne zastosowanie, jakie znalazła pyjama, zdaje się wskazywać, że niedługo kobieta już zupełnie zmieni dawny strój i zewnętrznie przeobrazi się w mężczyznę: marynarka, kamizelka, frak, żakiet, smoking. Exemplum: Marlena-Dietrich, która już chadza po męsku. Wprawdzie policja paryska czyniła jej jakieś tam wstręty, ale Blond Venus gwiżdże na nie i, trzymając obie ręce w kieszeniach już zupełnie męskich spodni, robi wytwornego gentlemana”. Piżamy – najpierw te nocne, później już dzienne – to nic innego jak wejście spodni do damskiej garderoby, tyle że tylnymi drzwiami.

W latach trzydziestych piżamowy komplet można kupić u Lanvin, Schiaparelli, Vionnet, Lelonga, ale to nie paryscy projektanci, a hollywoodzkie filmy popularyzują nowy trend wśród mas. Wyobraźnię rozpalają Greta Garbo i Joan Crawford ubrane w aksamitne i satynowe piżamy Gilberta Adriana w produkcjach MGM.

Spodnie jako strój wakacyjny. Lido, lata 30 XX w. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Spodnie jako strój wakacyjny. Orłowo, 1932. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Po drugiej wojnie światowej dzienna piżama będzie przeżywała jeszcze kilka momentów chwały. W latach sześćdziesiątych z niebytu wyciąga ją Irene Galitzine. Projektuje strój godny la dolce vita – luźne piżamy z myślą o domowych przyjęciach. To właśnie dla nich Diana Vreeland ukuje termin palazzo pajama.

W 1969 roku Barbara Streisand odbiera Oscara w piżamie zaprojektowanej przez Arnolda Scaasiego – spodnie dzwony, kołnierzyk bebe i cekiny. Tym razem szokowało nie to, że aktorka wybrała piżamę zamiast sukni, a fakt, że strój był uszyty z przezroczystej tkaniny.

Lata siedemdziesiąte to złoty okres dla kompletów i kombinezonów nawiązujących do piżam z lat 30. Projektują je Halston, Pucci, Diane von Furstenberg. Nie ma lepszego stroju na imprezę w Studio 54.

W XXI wieku dzienna piżama powróci w dosłownej interpretacji i stanie się zmorą bardziej i mniej formalnych sytuacji. W USA podsądni pojawiają się na rozprawach w piżamach, a rodzice chętnie odwożą dzieci do szkoły w tym, w czym wyskoczyli z łóżek. Amerykańskie kampusy w weekend zamieniają się w piżamolandię.

W 2018 roku US Weekly uznaje piżamy za streetwear, bo publicznie pokazują się w nich Rhianna, Selena Gomez, Kate Moss, Sarah Jessica Parker.

Z drugiej strony, do łask powraca elegancka satynowa piżama rodem z lat dwudziestych. Fanką jest Grace Coddington. To jej strój pierwszego wyboru na wszelkie okazje – od podróży samolotem po Met Galę. Fanem musi być też Simone Marchetti, redaktor naczelny Vanity Fair Italia, bo piżama w połączeniu z wełnianym płaszczem należy do jego ulubionych zestawów.

W 2020 roku pandemia COVID-19, izolacja społeczna i home office sprawiły, że inaczej patrzymy na to co nosimy w domu. Niektórzy pozostali przy szarych dresach, inni wybierają piżamy, choć raczej te bawełniane i flanelowe. Po internecie krąży mem z planem dnia osoby pracującej w domu. Wśród zajęć: czytanie teorii spiskowych, wypicie piątej kawy, dodatkowy etat nauczyciela, rozpoznanie dnia tygodnia po callach, szukanie drożdży. To wszystko wykonuje się w piżamie dziennej, ale po godzinie 17 należy przebrać się w piżamę nocną.

Opublikowano

Informacja dla klientów Atelier Tomasza Ossolińskiego i sklepu internetowego ossolinski.com

Szanowni Państwo!

Niespokojne czasy wymusiły na nas niestandardowe działania.


W związku z epidemią COVID-19 działalność sklepu internetowego ossolinski.com została tymczasowo zawieszona.  Od 13 marca nie prowadzimy sprzedaży, a od 27 marca nasi informatycy dodatkowo zablokowali funkcję przyjmowania zamówień.

Nasze Atelier oraz butik stacjonarny również pozostają zamknięte do odwołania. W przypadku pytań, jesteśmy do Państwa dyspozycji:

info@ossolinski.com
tel. 500 166 566

Do zobaczenia!

Zespół Atelier/ossolinski.com

Opublikowano

Projektant roku

“Projektant roku” – w takiej kategorii nagrodził mnie magazyn “Twój Styl”, który po raz 21. wręczył nagrody w konkursie Doskonałości Mody. Podczas gali, która odbyła się 24 stycznia w Warszawie, wyróżniono najlepsze marki ekskluzywne i popularne. Wybrano też topowych projektantów, którzy w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy odnieśli największe sukcesy w branży. To zaszczyt znaleźć się w tym gronie.

Ale to nie tylko nagroda dla mnie, ale też dla nowego myślenia w branży mody, które szczerze popieram. Odbierając ją powiedziałem: – Moja linia ready-to-wear świadomie jest małą, kolekcją kapsułową – składającą się z projektów, które mają przetrwać próbę czasu i nie minąć wraz z trendami. Tworząc ją miałem na uwadze, że przez ostatnie 15 lat liczba produkowanych ubrań przez przemysł modowy podwoiła się, a ponad połowa jest wyrzucana po roku użytkowania. Fakt, że branża mody jest najbardziej zanieczyszczającym naszą planetę przemysłem, wynika ze zjawiska “Fast Fashion” – mody masowej produkcji, ze zwiększoną liczbą kolekcji i często zaniżonymi cenami. W efekcie w skali światowej co sekundę na wysypiska trafia śmieciarka pełna tekstyliów, a koncerny odzieżowe odpowiadają za 92 mln ton odpadów stałych składowanych każdego roku na wysypiskach.

Niemal 2 mln Polaków są tak uzależnione od mody, że nabywają nową odzież co najmniej raz w tygodniu. Zaś w skali planety coroczna konsumpcja ciuchów i innych tekstyliów to więcej niż 30 mln ton, czyli tyle, ile waży 6 mln słoni albo całkiem pokaźna asteroida. Czas powiedzieć “stop”! Kupujcie mniej! Rezygnujcie z zakupów, jeżeli niczego nie potrzebujecie. Kupujcie tylko rzeczy najwyższej jakości. Wierzę w modę zrównoważoną i w słowa mojej babci, która mi powtarzała: “Nie stać nas na rzeczy tanie”. Ta nagroda będzie mi zawsze przypominać, jak bardzo miała rację.

Dziękuję redakcji i jury za nagrodę, a pozostałym laureatom gratuluję i życzę dalszych sukcesów.

fot. Podlewski/AKPA
fot. Podlewski/AKPA
fot. Jacek Kurnikowski/AKPA
fot. Podlewski/AKPA
Opublikowano

Joanna Kulig na gali European Film Awards 2019

Podczas European Film Awards 2018 Joanna Kulig została uznana za najlepszą europejską aktorkę. W tym roku nie odbierała, ale wręczała jedną z nagród: najlepszemu europejskiemu reżyserowi, czyli Yorgosowi Lanthimosowi. Grek został nagrodzony za film “Faworyta”. Na gali aktorka “Zimnej wojny” (film Pawła Pawlikowskiego zgarnął tego wieczoru nagrodę publiczności) w Berlinie wystąpiła w długiej sukni mojego projektu.

Po raz pierwszy od miesięcy, od urodzenia dziecka, pojawiła się publicznie, co odnotowały media.”Nie ukrywamy, że bardzo nam jej brakowało, dlatego cieszy nas jej powrót na czerwony dywan. I to tak stylowy! Tego wieczoru miała na sobie czarną elegancką suknię od Tomasza Ossolińskiego i biżuterię Cartiera. Z prostym uczesaniem odsłaniającym zdobne kolczyki wyglądała wprost zachwycająco” – napisała Wirtualna Polska. Zaś magazyn “Glamour” dodał: “Na galę Joanna Kulig założyła klasyczną – czarną suknię od Tomasza Ossolińskiego. Polska aktorka wyglądała olśniewająco. Zrobiła prawdziwą furorę, a teraz mówi (i pisze) o niej nie tylko Europa, ale cały świat”.

12 grudnia 2020 roku, po raz pierwszy w historii, ceremonia wręczenia Europejskich Nagród filmowych odbędzie się na Islandii. Organizatorzy z Europejskiej Akademii Filmowej uznali, że Centrum Konferencyjno-Koncertowe Harpa w Reykjaviku świetnie nadaje się do przyjęcia ponad 1400 uczestników 33. edycji imprezy. Trzymam kciuki, by i tym razem wśród laureatów byli Polacy.

Tak Joasia wyglądała na ostatnich przymiarkach kilka dni przed galą European Film Awards 2019.

Film: Joo Joostberens / Aia Asé Pictures: kliknij tutaj

Zdjęcia: Łukasz Bąk

Opublikowano

Otwarcie nowego Atelier Tomasza Ossolińskiego

14 listopada podwórze kamienicy pod Gigantami wypełnił tłum gości świętujących oficjalne otwarcie nowego Atelier Tomasza Ossolińskiego. 

To był wieczór wielu premier: nowy adres, nowa linia ready-to-wear, nowe logo marki. 

O dobre nastroje zadbali The Glenlivet i Perlage, o nieskazitelny wygląd ubrań z kolekcji – Laurastar Polska. Spektakularne wnętrze atelier nie zaistniałoby bez Tubądzina i Szymona Bobrowicza (Architektura KL24). Dziękujemy partnerom, gościom, przyjaciołom. 

Fot. Łukasz Bąk

Opublikowano

Ossoliński ready-to-wear

Industrialne otoczenie, nocne niebo i boisko koszykarskie były tłem dla najnowszej kolekcji Tomasza Ossolińskiego.

12 października 2019 r. Tomasz Ossoliński zaprezentował kolekcję RTW na sezon jesień-zima 2019/2020. Dziewiętnastowieczna Fabryka Porcelany, w której odbył się pokaz, to wyjątkowy punkt na mapie Katowic – kiedyś miejsce produkcji porcelany Giesche, dziś tętniące życiem centrum biznesu i sztuki. Od trzech lat, jesienią postindustrialne zabudowania przy ulicy Porcelanowej zamieniają się w wybieg KTW Fashion Week.

Wełniane płaszcze i kurtki puchowe z metką Ossoliński zaprezentowano nocą, na boisku koszykarskim przylegającym do fabryki. Stylizacje uzupełniły buty marki Timberland.

Dwadzieścia pięć sylwetek, zarówno damskich, jak i męskich znajdzie się wkrótce w sprzedaży w nowym sklepie internetowym oraz butiku flagowym Tomasza Ossolińskiego (Warszawa, Aleje Ujazdowskie 24/1).

Opublikowano

Pod Gigantami (cz.2)

Wyprowadzka Atelier Tomasza Ossolińskiego z Mokotowskiej to decyzja dobrze przemyślana, ale wybór kamienicy Pod Gigantami to poniekąd dzieło przypadku. W kwietniu 2019 roku Tomasz Ossoliński śpieszył Alejami Ujazdowskimi na spotkanie, gdy kątem oka zauważył – najpierw figurę Atlasa z paletą malarską u boku, potem imponującej wysokości okna, a na końcu banner „Wynajmę”. Co prawda decyzję o innym lokalu już podjął, ale gdy tylko wszedł w bramę z żółtą kostką, wiedział, że chce się przeprowadzić właśnie tu, Pod Giganty.

Historia, szczególnie ta Warszawy, splata ludzkie losy jak w zadziwiający sposób. Na przykład w taki wzór: w 1898 roku Władysław Marconi rozpoczyna prace przy projekcie Bristolu. Żeby hotel mógł powstać trzeba było zburzyć pałac Tarnowskich. Osiemnastowieczny pałacowy parkiet i złocona boazeria trafiają do Antoniego Strzałeckiego, po paru latach zostają ułożone w nowobudowanej kamienicy Pod Gigantami. Projektuje ją Marconi. W 2012 roku Tomasz Ossoliński otwiera atelier w Bristolu; siedem lat później przenosi je Pod Giganty (po drodze był jeszcze dłuższy przystanek przy Mokotowskiej), nieświadomie idąc śladami Marconiego i Strzałeckiego.

W 2019 roku Pod Gigantami sprawy toczą się szybko: 23 kwietnia architekt Szymon Bobrowicz startuje z miarami, 26 maja rozpoczyna się remont; z krakowskiego Decoroom przyjeżdża oświetlenie, armatura, biały montaż (a właściwie czarny, bo taka jest ceramika w całym atelier). 26 sierpnia pracownia wprowadza się do wyremontowanych pomieszczeń. Tylko trzy miesiące, a wyzwanie było spore. Poprzedni najemcy podzielili przestrzeń na małe pomieszczenia, okna wykleili folią, zamontowali podwieszany sufit. Pierwsza decyzja – odzyskujemy dawną wysokość pomieszczeń. Szybko okazuje się, że to aż 4,5 metra, w sam raz na żyrandol, który Tomasz Ossoliński uratował z hotelu Bristol.

Historia żyrandola jest podobna do historii parkietu i boazerii z pałacu Tarnowskich. W 2012 roku Bristol przechodzi remont, szklane żyrandole skupuje prywatna firma, wywozi je nie wiadomo gdzie. Tomasz Ossoliński ma oko na kilka sztuk, ostatecznie udaje mu się kupić jeden, z wyjątkową konstrukcją z kilkuset szklanych patyczków i kilkudziesięciu szklanych kul.

Żyrandol z hotelu Bristol

Żyrandol jest, a całą resztę musi zaprojektować Szymon Bobrowicz – Architektura KL24.

– Wnętrze bazuje na szarościach i czerni. – opowiada architekt – Kolorystykę podyktowała podłoga. Miałem już w głowie jakąś inną podłogę, ale pojechałem do Tubądzina, zobaczyłem płytkę Duke Stone i zakochałem się. Dla niej zmieniłem kolor ścian: teraz jest szarość z lekką nutą fiołków.

Ciemne płytki z delikatnymi marmurowymi żyłkami odbijają czterometrowe okna tworząc „architekturę nieistniejącą” – efekt, który Szymon Bobrowicz lubi wykorzystywać w swoich projektach, najczęściej przy pomocy luster. Lustra pojawią się i pod Gigantami: jest geometryczna kompozycja na ścianie, a w najmniejszym pomieszczeniu –  także na suficie.

– Wykorzystanie luster w połączeniu z imponującą wysokością wnętrz, nomen omen, kamienicy Pod Gigantami, sprawia, że nawet niepozorne pomieszczenie robi się gigantyczne – dodaje architekt.

Atelier Tomasza Ossolińskiego w Alejach Ujazdowskich
Atelier Tomasza Ossolińskiego w Alejach Ujazdowskich

Gdyby Szymon Bobrowicz miał wybierać postacie na medaliony z elewacji musiałby wybrać Pieta Mondriana i Romana Opałkę. Mondriana – bo to jego kompozycje były dla Bobrowicza inspiracją, co widać w rysunku oświetlenia na suficie, podziale luster na ścianie i układzie podłogi. Opałkę – bo akt jego autorstwa to ważny element wnętrza.

Nie mogło być lepszej inspiracji dla tego miejsca jak malarstwo, bo ono przez dekady wypełniało kamienicę od parteru po poddasze. Mieszkanie Strzałeckich pełne było najlepszych płócien: Gierymskiego, Ślewińskiego, Chełmońskiego, Wyczółkowskiego; poddasze kamienicy zajmowała rodzinna pracownia malarska – malarzami były całe pokolenia Strzałeckich.

Paletę malarską ma u boku jeden z gigantów, więc wątpliwości nie ma: w tej kamienicy rządziła sztuka i rzemiosło.

Nadchodzący rok to duże zmiany w działalności Tomasza Ossolińskiego – projektant rozszerza swoją działalność o kolekcję ready to wear, którą można będzie kupić w butiku flagowym Pod Gigantami. Inspiracji sztuką w kolekcjach kapsułowych nie zabraknie. Wielbiciele rzemiosła Ossolińskiego nie muszą się jednak martwić – Pod Gigantami kontynuowane będzie też krawiectwo miarowe, z którego projektant słynie.

W 1902 roku odbyła się w Petersburgu Pierwsza Międzynarodowa Wystawa Strojów. Antoni Strzałecki wysłał na nią – nieco z przymrużeniem oka – zbroje husarskie i umundurowanie z herbami Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ponad wiek później parter jego kamienicy wypełniły ubrania: od tradycyjnych garniturów szytych na miarę po nowoczesne puchowe kurtki godne wystawy współczesnego wzornictwa.

Parawan i fragment kolekcji RTW fw 2019/2020 Tomasza Ossolińskiego