Pod Gigantami (cz. 1)

Historia kamienicy Strzałeckich

Kamienica Pod Gigantami, 1918

 

2019 rok to czas wielu zmian w Atelier Tomasza Ossolińskiego. Jedną z nich – tą najbardziej spektakularną – jest przeprowadzka do nowej siedziby.

Cztery piętra, dwie figury gigantów, sto piętnaście lat historii – tak w skrócie można opisać warszawską kamienicę Pod Gigantami. Zaprojektowana przez Władysława Marconiego według pomysłu właściciela Antoniego Jana Strzałeckiego, stanęła w Alejach Ujazdowskich w 1907 roku. Tomasz Strzałecki, wnuk fundatora, z dzieciństwa zapamiętał: bramę z siłaczami, żółtą kostkę w przejeździe bramnym (zawsze lśniącą i zawsze śliską), podwórze, małe, ale z oryginalną zawartością: lufami osiemnastowiecznych dział i marmurowymi tablicami z imionami królów. Kamienica wielka, ale lokali tylko dziesięć, na parterze mieszkanie Strzałeckich. W przejeździe: drzwi po lewej, drzwi po prawej. Te drugie prowadzą dziś do Atelier Tomasza Ossolińskiego.

Plan parteru kamienicy pod Gigantami, 1908 / Lokalizacja nowego Atelier Tomasza Ossolińskiego

 

Budynek to emanacja osobowości i zainteresowań właściciela, a trochę ich było. Antoni Strzałecki to: malarz, konserwator zabytków, zagorzały kolekcjoner i człowiek z misją. Gdy po powstaniu styczniowym Rosjanie „remontują” Zamek Królewski na stercie śmieci lądują: płyty z imionami królów polskich z Gabinetu Marmurowego (te, które później Tomasz zapamięta z podwórka), kominkowe płyty żeliwne z herbami królewskimi, rzeźbione konsole. Strzałecki ratuje co może; zabytkowe przedmioty zabiera do swojego domu – wówczas przy ulicy Topiel, by po latach wykorzystać przy budowie kamienicy w Alejach Ujazdowskich. Tomasz Strzałecki: „Ta jego działalność kolekcjonerska zbiegła się z najsilniejszą falą gnębienia polskości i niszczenia wszystkiego co polskie przez władze zaborcze”. Strzałecki ratuje, ale i skupuje – od antykwariuszy i od gnębionych przez carskie władze klasztorów – wszystko co wartościowe i ważne dla historii Polski: obrazy, ceramikę, srebra, brązy. Trafia do niego złocona boazeria z Pałacu Tarnowskich, jest szkatuła królowej Marysieńki, jest średniowieczny miecz z krucyfiksem.  Dla wnuka Strzałeckiego zbiory to „spełnienie marzeń każdego małego chłopca”. Z podziwem patrzy na zbrojownię: rzędy broni siecznej, łuki, siodła; dwa eksponaty imponują mu szczególne –  pozłacany hełm (ponoć hetmana Jana Zamoyskiego) i zbroja samurajska (zaginie w czasie wojny).

Zbiory robią wrażenie bez względu na wiek oglądającego. Rzeźbiarz Józef Gardecki o wizycie u Strzałeckiego (jeszcze przy ul. Topiel): „Szedł przede mną wysoki, kościsty, wyprostowany, trzymając drgającą świecę w ręku. Minęliśmy korytarz, salon i weszliśmy na lewo do podłużnego pokoju. (…) Wszedłszy w głąb, stanął i raptem uniósł świecę wysoko. Doznałem olśnienia… Oczarowania! Wspaniała przeszłość nasza rozwarła się nagle przede mną. Oto krynica polskości. Wszystko, czego dowiedziałem się z historii Polski, co odtworzył Mickiewicz i Kraszewski, Sienkiewicz i Słowacki, namalował Matejko, stało przede mną dotykalne. Lśniło na tych klingach szabel, na tych hełmach, szyszakach, napierśnicach, pikach, dzidach, pistoletach (…) Tyle oręża broniącego niegdyś kraju i wolności”. O Matejce wspomina Gardecki nie bez powodu, Strzałecki ma w zbiorach jego kartony, i chyba darzy go szczególnym szacunkiem, bo gdy w 1904 roku będzie szkicował elewację wymarzonej kamienicy, wpisze w nią trzy medaliony z podobiznami: Jana Matejki, Fryderyka Chopina i  samego siebie (w końcu jest właścicielem). Takie trio witało gości Strzałeckich, a przychodzili: znajomi rodziny, uczniowie szkoły malarsko-dekoratorskiej (w której Strzałecki uczył), Monsignore Ratti (późniejszy papież Pius XI) i kolejni dziekani korpusu dyplomatycznego.

Po kilkudziesięciu latach historia zatoczy koło. To co Rosjanie wyrzucili na śmietnik w XIX wieku, w latach 70. XX przysłuży się rekonstrukcji zbombardowanego w czasie II wojny światowej Zamku Królewskiego. Strzałecki rozpoczął przekazywanie swoich zbiorów do muzeów dużo wcześniej, w czasie I wojny światowej. Do Muzeum Narodowego, Muzeum Wojska, Muzeum w Wilanowie przez lata przekazał blisko 700 eksponatów, wśród nich: pasy kontuszowe, żupany, umundurowanie z czasów Rzeczpospolitej Obojga Narodów.