BEFORE THE SHOW – recenzja Harel

Co na temat filmu „Tomasz Ossoliński. Before the Show” napisała na swojej stronie autorka harelblog.pl? Sami zobaczcie.

„Tomasz Ossoliński. Before the Show”, reż. Judyta Fibiger

„Tomasz Ossoliński. Before the Show”, reż. Judyta Fibiger

Pamiętacie ostatni pokaz Tomasza Ossolińskiego? Jeśli tak, to znaczy, że albo byliście zaproszeni, albo oszukujecie. Zdjęć z pokazu nie można było znaleźć nigdzie. Żadnej rejestracji filmowej również. Obowiązywał bezwzględny zakaz fotografowania. Jak się okazało niedawno, to ukrycie przed mediami nie wynikało ani z przewrotności, ani z potrzeby buntu (z pragnienia zachowania prywatności z pewnością nie, bo choć wg krążących wokół informacji, zaproszeni zostali tylko współpracownicy, najbliżsi przyjaciele i klienci projektanta, jeśli zamykają się w trzycyfrowej liczbie, to żadna z tego prywatność). W owym czasie powstawał dokument Judyty Fibiger: „Tomasz Ossoliński. Before the show”. Miałam okazję go niedawno obejrzeć, tym razem grono naprawdę było kameralne. Wśród widzów sam projektant, żywo reagujący na sporą część momentów filmu, co nie pozostanie obojętne na ten tekst, choć może powinno. Powstał obraz, który wzbudził u mnie zainteresowanie znacznie większe niż sam pokaz i zaspokoił ciekawość, która rosła nieprzerwanie od momentu, w którym o minionym pokazie się dowiedziałam.

„Tomasz Ossoliński. Before the Show”, reż. Judyta Fibiger

„Tomasz Ossoliński. Before the Show”, reż. Judyta Fibiger

Wyobraźcie sobie, że możecie towarzyszyć projektantowi w jego pracy. Od spotkań z klientami, doglądania sklepu po (przede wszystkim) przygotowywanie najnowszej kolekcji. Swego czasu marzyłam, żeby spędzić dzień z Miuccią Pradą w jej pracowni. W pewnym sensie dzieło Fibiger moje marzenie spełnia. Obserwujemy proces twórczy. Ale żadnych górnolotnych czy efekciarskich rozwiązań, jak to natchnienie przychodzi z księżyca, a namaszczony artysta szkicuje w romantycznej scenerii. Zero udawania, żadnej ściemy. Obserwujemy najnormalniejszy na świecie cykl pracy. Tworzenie konstrukcji, wykroju, nanoszenie poprawek, wybór materiałów, spotkania z przedstawicielami poszczególnych profesji, pierwsze przymiarki, starcia, sinusoidę stresu… Jest zadanie do wykonania na czas. Czas płynie, człowiek ma swoją wytrzymałość, kreacja artystyczna to jedno, a realizacja – zupełnie inna i często pomijana sprawa. Przyjrzeć się temu od środka to sposobność niecodzienna. Właśnie pociągnięcia tego wątku brakowało mi w opisywanym niedawno filmie Yves Saint Laurent. Zdaję sobie sprawę, że mamy do czynienia z dwoma kompletnie odmiennymi gatunkami filmowymi i ciężko je ze sobą porównywać. Ale jeśli głównym bohaterem jest projektant, to wręcz obowiązek twórców zaprezentować przebieg jego pracy.

„Tomasz Ossoliński. Before the Show”, reż. Judyta Fibiger

„Tomasz Ossoliński. Before the Show”, reż. Judyta Fibiger

I tak się złożyło, że to właśnie „Before the show” oglądałam z zapartym tchem, nie mogąc się doczekać, co będzie dalej. To właśnie on mnie porwał. Całkowicie. Nie chcę zdradzać wszystkich szczegółów, bo czeka widzów kilka fantastycznych niespodzianek (odnalezienie pewnych zdjęć w opuszczonym biurze zakładów odzieżowych na przykład albo sceny z Anną Poniewierską – nic więcej nie napiszę). Podziwiam otwarcie projektanta i ludzi wokół. Wyobrażam sobie, że nie jest łatwo wpuścić ekipę filmową do swojej codzienności i pozostać takim naturalnym, zwyczajnym sobą. Tu się udało wszystkim bez wyjątku. Gdy oglądam ten dokument, mam wrażenie, że kamery wcale nie było, a główny bohater albo mówi bezpośrednio do mnie, albo znajduje się nieopodal, tak zapracowany i skupiony, że nawet mnie nie zauważa. Reżyserce udało się przemycić do jego świata nie tylko kamerę, ale też wszystkich widzów.

Dla osób siedzących w modzie to pozycja obowiązkowa. Dla tych niesiedzących, ale aspirujących, tym bardziej. Podejrzewam, że ci kompletnie niezainteresowani tematem też mogą się wciągnąć. Bo opowieść fascynuje nie tylko na poziomie mody. A ja zyskałam kolejne marzenie. Chciałabym takie filmy oglądać jako dodatek obowiązkowy do pokazów projektantów. Zawsze.

Dziękuję autorce za udostępnienie materiału.

Zainteresowanych odsyłam do źródła: www.harelblog.pl.